Zły sklep

Zły sklep

Sklepy w Polsce są organizowane „tematycznie”. Wszystko, co można w nich kupić, musi być ściśle określone – warzywniak, to warzywa. Sklep ogólnospożywczy, to produkty spożywcze. Sklep z odżywkami, to suplementy diety… z tym, że akurat w tym wypadku nie ma to większego sensu. Suplementy diety nie mają nic wspólnego ze sportem – może tylko w ograniczonym zakresie, takim, że sportowiec też jest człowiekiem. Suplementy diety zamiast spocząć na półkach w sklepach ogólnospożywczych, są zagarnięte przez sklepy oferujące swoje artykuły stałym bywalcom siłowni. Kojarzą się z białkowymi preparatami zwiększającymi masę mięśniową, sterydami, czy produktami mającymi pomagać w spalaniu tłuszczu, to jest potrzebne kulturystom, ale zwykłym ludziom nie przyda się ani trochę. Z jednej strony suplementy diety zyskują więc nową klientelę, z drugiej jednak pozbawia się ich zwykłych ludzi, którzy nie mają w zwyczaju, w drodze z warzywniaka, zajść do sklepu dla kulturystów. Jedyne dostępne w świadomości publicznej suplementy, to witaminy, które – nie wiedzieć czemu – lądują w aptekach. Produkty spożywcze powinny jednak być umieszczone tam, gdzie jest ich miejsce – w normalnych sklepach, a nie sklepach branżowych, dla ściśle określonej klienteli.